Czego nie znajdziesz w kooperatywie?

Czego nie znajdziesz w kooperatywie?

Czego nie znajdziesz w kooperatywie?

Chcesz dołączyć do kooperatywy, ale wciąż trochę się wstrzymujesz. Bo wegetariańskie, bo trochę zacietrzewione, bo niekoniecznie wiadomo, o co w nich chodzi… I wszyscy zamawiają same warzywa!

Co jest?

Warzyw jest w kooperatywach najwięcej bo… łatwiej je uprawiać niż np. hodować drób. Dlatego spotkasz je podczas każdej tury zakupów. Do tego znalezienie dostawcy, który dowiezie zdrowe warzywa, nawet niekoniecznie certyfikowane, nie jest dużym problemem. Przekonasz się o tym jeśli pokręcisz się chwilę dłużej po targu warzywnym i zagadasz do kilku sprzedawców. Choć część z nich będzie tylko pośrednikami, to na pewno kilku sprzedaje własne warzywa.

Rzadziej wśród dostawców kooperatyw spotkasz piekarzy i producentów różnorakich przetworów. Najgorzej, jak się pewnie domyślasz, jest z mięsem. Pominę drażliwe dla niektórych kwestie etyczne związane z jedzeniem go. Nie można się z nimi spierać (dowiedli tego wielokrotnie Klein i Caparrósa), ale popatrzmy na to ze strony… praktycznej. Hodowla zwierząt jest o wiele bardziej praco- i czasochłonna. A do tego ktoś je powinien obrobić. W bezpiecznych warunkach. To generuje koszty. Jednak w niektórych kooperatywach pojawiają się poleceni dostawcy, którzy oferują produkty mięsne „eko”. I choć jest ich niewielu i nie wszystkie kooperatywy z nimi współpracują, to niekiedy można spotkać ich ofertę.

Czasem możesz odnieść wrażenie, że w kooperatywach chodzi jedynie o „bio”, „wege” i tym podobne. Nie do końca tak jest. Łatwiej o zdrowe i niedrogie warzywa, kasze i owoce, niż o  mięso z hodowli, o których można mówić, że mają jakieś „standardy etyczne”. Dostawców dobrej garmażerki jest niewielu i czasem giną w morzu innych producentów. Da się ich jakoś znaleźć, jednak częściej spotkasz ludzi od warzyw. I pamiętaj, że każda kooperatywa ma innych dostawców. To brzmi trochę jak oczywista oczywistość, ale to, że w Twojej kooperatywie coś możesz zamówić, wcale nie oznacza, że podobne produkty będzie mógł zamówić Twój znajomy z innego miasta a nawet… sąsiedniej kooperatywy.

A czego brak?

Większość kooperatyw ma za to swoich ludzi „od jajek”, „od mleka”, „od dżemów” i paru innych rzeczy. Te pierwsze to najczęściej sławne zerówki. Mleko pochodzi z hodowli nastawionych na naturalne metody produkcji i szacunek do zwierząt. Czasem pojawiają się dostawcy serów, przetworów i miodów. W niektórych kooperatywach spotkasz też naturalne środki czystości, kosmetyki i różnorakie oleje (spożywcze i do pielęgnacji ciała).

 

Można jednak sobie tak gdybać, bo niewiele kooperatyw mówi otwarcie o swoich dostawcach. Trochę dlatego, że nie wszystkich dostawców znajdziesz w sieci, trochę dlatego, że wiele kooperatyw nie ma stron internetowych. Zamawiający skupiają się na komunikacji wewnętrznej, więc najczęściej ustalają wszystko za pomocą Facebooka lub innych forów (najczęściej zamkniętych). Łatwiej w tak kameralnym gronie napisać, że jakiś dostawca coś spartolił lub że jest taki fajny pieczarkarz… Jeśli jest odzew – rusza zamówienie. Jeśli okazuje się, że warto od tego człowieka zamawiać – na jednej liście się nie skończy. Pewna (a czasem nawet: pełna) dowolność zamówień i ich charakteru służy kooperatywie. No chyba, że członkowie jednoznacznie stwierdzili, że są grupą zamawiającą jedynie produkty o określonym profilu. Jeśli jesteś w kooperatywie – wiesz dokładnie, o czym mowa. Niewiele widać na zewnątrz, ale w środku dzieje się sporo. Trochę jak w każdej grupie.

 

Nie chcę tu pisać, że w kooperatywach znajdziesz wszystko. Nie… Ale znajdziesz większość, jeśli nie prawie wszystkie, rzeczy które potrzebujesz (rzadko można spotkać dostawców ubrań, chociaż, patrząc po przykładzie zachodnich kooperatyw, to kwestia czasu). Na pewno po turze zakupowej zrobisz dobry i zdrowy obiad. A co więcej…? Cóż, to zależy już tylko od Ciebie.

Komentarze