Rodzic w kooperatywie? Czemu warto?

Rodzic w kooperatywie? Czemu warto?

Rodzic w kooperatywie? Czemu warto?

Dzieci zmieniają ludzi. Jeśli jesteś rodzicem, to wiesz dokładnie, o co chodzi. Jeśli nie jesteś – cóż, musisz wierzyć na słowo. Nagle stare nawyki idą w odstawkę, trzeba kombinować z utrzymaniem swoich starych pasji, życie towarzyskie się zmienia, rzadziej jest szansa, żeby wyskoczyć do teatru czy kina. Zaczyna się też inaczej jeść. Bo może lepiej być dla tego małego człowieka trochę dłużej i w trochę lepszym stanie. No i dawać dobry przykład.

Zdrowego odżywiania wymaga się najczęściej od pań – nie tylko tych w ciąży, ale też świeżo upieczonych mam. Poza tym – zależy Ci na maluchu i jego zdrowiu. W końcu trzeba też zadbać o zdrowie samej rodziny. Nikt w końcu nie lubi chorować…

Niby jest to proste: więcej warzyw i owoców, mało słodyczy, więcej produktów z pełnego ziarna, mniej tłuszczy nasyconych i trans. Wszystko – przynajmniej oficjalnie – można kupić w dyskoncie za rogiem (bo są w praktyce za każdym rogiem) i w sumie będzie to dawało wrażenie zdrowego. Ale niekoniecznie takie będzie. W produktach z dyskontu znajdziecie środki ochrony roślin, konserwanty, generalnie – chemię. Sporo chemii. A miało być tak pięknie…

Ekomarketing

Na takim podejściu bazują sklepy z żywnością ekologiczną. Rodzicom (nam, Wam, Tobie) zależy na zdrowiu dzieci. Wiadomo, że zdrowie zaczyna się od tego, co jemy. To często podkreślają te sklepy. I tak – dobrze się domyślasz – jedzenie stamtąd jest o wiele zdrowsze, niż to z dyskontu lub targu. Jednak te produkty (często) traktowane są jak normalny towar i są bardzo (ale to: bardzo) drogie.

W sumie to zasługa pośredników. Ale i tak – jako rodzic – odbierasz komunikaty z cyklu: „zdrowe jedzenie to podstawa zdrowia Twojego dziecka; chcesz w końcu o nie dbać, bo jesteś dobrym rodzicem, nieprawda? Wpadnij do naszego ekosklepu!”. Trudno to określić mianem „etycznej reklamy”. Zwłaszcza, że sklepy eko do najtańszych nie należą. Całe szczęście.

Można inaczej (i w sumie – lepiej)

Dobrze się domyślasz – są kooperatywy. Plusów dla rodzica, któremu zależy na zdrowiu dziecka i rodziny (chociaż nie tylko!), jest kilka. Dostawcy mają w ofercie zdrowe warzywa, uprawiane bez oprysków, naturalnymi metodami, w zdrowej glebie. Warzywa niektórych z nich mają te same certyfikaty, co te ze sklepów z żywnością ekologiczną, ale są… o wiele tańsze. Zamawiając w koopie płacisz bezpośrednio producentowi, a nie przy okazji pośrednikom (jak w sklepie eko). Do tego nikt nie wciska Ci marketingowej i emocjonalnej gadki.

Masz do tego dostęp do bardzo dobrej jakości produktów. Nie aż tak drogich (płacisz za tę samą ilość warzyw nieco więcej niż w dyskontach), ale za to wolnych od szkodliwej chemii. Do tego wiesz, że te warzywa rosły (albo te jajka zniosły nioski lub te sery wyprodukowano) w Twojej okolicy, a nie na drugim końcu świata (tak – czytaj mały druczek, nawet na produktach eko; zdziwisz się).

Bardzo fajny pomysł na akcję promocyjną miała norweska sieć sklepów koop (tak, to kooperatywa, ale duża). Chociaż to „tylko” akcja marketingowa, to pomaga zrozumieć na czym polega różnica między warzywami z upraw przemysłowych, a tymi ekologicznymi lub uprawianymi tradycyjnie. Zwróć uwagę na zawartość pestycydów i konserwantów, jakie zostają w organizmie. Dobrze myślisz – nie wpływa to dobrze na człowieka. Zwłaszcza małego.

Trochę więcej rozsądku poproszę!

Więc dlaczego, będąc rodzicem (lub planując stać się nim) warto się zainteresować kooperatywami? Wiadomo, jedzenie jest zdrowsze. W organizmie nie osadzają się środki chemiczne, które mogą mieć zły wpływ na rozwój lub ogólne samopoczucie. Do tego środki ochrony roślin mogą wywoływać alergie (takie zwykłe i pokarmowe) lub zwiększać szanse ich wystąpienia. I nie chodzi też o „modne bycie eko”. Tu chodzi po prostu o rozsądek. Całkiem zdrowy rozsądek.

Należąc do kooperatywy wiesz lepiej, co jesz. Zabawny slogan. Ale za to bardzo prawdziwy. Możesz dowiedzieć się od samego producenta, czemu jabłka takie kwaśne lub czemu ta dynia taka duża. I na czym ona właściwie rosła? Jeśli coś jest nie tak z produktami od jakiegoś dostawcy, to wyjdzie to w ciągu kilku dni od odbioru zamówienia (albo już przy samym odbiorze, serio).

Nie zdziw się, jeśli ktoś wrzuci na grupę kooperatywy jakieś dziwne słupki z laboratorium z komentarzem „no chyba ten dostawca jest niepoważny, że myśli, że ten oprysk nie wyjdzie”. Albo „mówi, że nie chce mu się starać o certyfikat, a szkoda, bo te warzywa są idealnie bez chemii!”. W koopach spotkasz czasem ludzi zajmujących się badaniem żywności lub znających takich. Pewnie nie przyszło Ci to na myśl, ale gdy trafisz na metalicznie smakujące produkty w sklepie eko po prostu tam nie wrócisz, może napiszesz komentarz w internecie, że coś z nim jest nie tak. Nie masz pewności, że ktoś się na tych produktach nie przejedzie tak jak Ty. Będąc w kooperatywie takie problemy są natychmiast wyjaśniane i wiesz dokładnie, co się stało.

Jeśli zdrowie Cię nie przekonuje (nie dla każdego może być to argument), to może przekona Cię to, że możesz kupić jedzenie albo taniej, albo w podobnej cenie. Czasem nawet rzeczy, które są nie dostania gdzie indziej. Do tego możesz poznać ludzi chętnych do pomocy. Takich, którym zależy. Wiem, brzmi to górnolotnie. Ale naprawdę – ludziom z kooperatyw zależy. A to rzadka obecnie cecha.

Komentarze