Czy jedzenie zawsze musi być ekologiczne?

Czy jedzenie zawsze musi być ekologiczne?

Czy jedzenie zawsze musi być ekologiczne?

Sporo wiesz o produktach „eko” i „certyfikowanych”. Są zdrowe, wspaniałe i warto swojej (wyższej) ceny. Ale czy warto kupować te „tylko” lokalne?

Pewnie zauważyliście, że gdy jakieś gospodarstwo otrzyma certyfikat eko, znajomy listek widać niemal wszędzie. Na stronie internetowej, na opakowaniach, w opisie produktów. Chwalą się nim też kooperatywy, które zamawiają te produkty. Bo jest się z czego cieszyć – praca producenta została doceniona, a Wy macie pewność, że jedzenie od niego jest wolne od chemii.

Ale dosyć szybko zauważyliście też, że – będąc w kooperatywie – możecie zamówić jedzenie określane jako „lokalne”. Czym się ono różni od ekologicznego?

 

Lokalne, ale bez certyfikatu

Sami wiecie, że bycie eko nie jest proste. Jest niekiedy drożej, trudniej, ale za to – zdrowiej. Nie wszyscy rolnicy chcą się bawić w certyfikaty lub ich po prostu na to nie stać (tak, to też bywa problemem). Niektórzy po prostu chcą robić swoje i uprawiać warzywa (lub hodować zwierzęta). Można powiedzieć o trzech rodzajach produktów, które znajdziecie w ofercie większości kooperatyw. Tak, kilka z nich jest w stu procentach „eko”. Ale to nie reguła.

 

W pełni ekologicznie

Najlepsze i najchętniej kupowane są produkty z zielonym listkiem. Mają certyfikaty, wyprodukowano je w sprawdzonych warunkach. Są super. I choć ich cena jest wyższa, to dają gwarancję, że nie ma w nich żadnej chemii.

Pisaliśmy nieco o nich, więc jedziemy dalej.

 

Eko na… 50%?

Oczko niżej są produkty bez certyfikatu, których producenci przechodzą dopiero na eko. Czekają, aż ich ziemia się oczyści, może jeszcze nie przygotowali zaplecza, eksperymentują z rozkładem upraw. Wiadomo, że otrzymali od odpowiedniej agencji taki „prawie certyfikat eko”. Brzmi nieco śmiesznie, nieprawdaż? Jednak jest to zupełnie poważny dokument, który potwierdza, że jego posiadacz pracuje na swój zielony listek. I idzie mu to dobrze.

Co można powiedzieć o jego produktach? Na pewno zawierają mniej chemii od tych ze sklepu. Nie są pryskane, nawożone są naturalnie i gospodarz stara się wykorzystać potencjał swojej ziemi. Być może potrzebuje ona jeszcze trochę czasu na oczyszczenie, ale już teraz jest w niezłej formie.

Tak, dociekliwi znajdą w warzywach i owocach z tych upraw chemię, jednak będzie jej o wiele mniej niż w tych „sklepowych”. Na pewno takie produkty będą trochę tańsze (co jest dobrą wiadomością), jednak ich dostawcę (producenta) będą one kosztowały więcej. Nie zapominajcie o tym, że proces przejścia na eko bywa kosztowny.

 

A może by tak… bez listka?

Wreszcie jedzenie „lokalne”. Dlaczego tylko takie?

Wbrew pozorom – nie każdy marzy o listku na swoich produktach. Niekiedy ani trochę się to nie opłaca. Tak po prostu. Nie każdy z Was wie, ale certyfikat to nie tylko opłata za kontrolę (maksymalnie 1540 złotych rocznie; i tak, są dopłaty, jednak nie załatwiają one sprawy), ale też inne wydatki. Droższe nasiona (początkowo), droższe nawozy, nowe maszyny, więcej pracy – nie każdy z producentów chce w to wchodzić. I nie każdego na to stać. Wprawdzie po wytworzeniu całego „ekosystemu” gospodarstwa te koszty spadają, ale nie każdego stać na tak długie oczekiwanie na zysk.

Czyli co dostaniemy od takiego producenta? Jedzenie zdrowsze, niż to ze sklepu – na pewno. Czasem może być równie dobre, jak to z certyfikatem – wszystko zależy od gospodarstwa. Może nasiona marchewki są od sąsiada, który nigdy nie stosował sztucznych nawozów, ale uprawiał ją na zmianę z cebulą? Albo nie może sobie pozwolić na wahania zbiorów (częste przy uprawach ekologicznych) i używa oszczędnie środków ochrony roślin? Lub chce produkować dużo, ale z głową? Każdy ma swój pomysł. To od nas zależy, czy godzimy się na taki kompromis.

 

Kooperatywa… cenzuruje?

Powiedzmy sobie szczerze – jeśli ktoś dostarcza produkty kooperatywie, to jest w porządku. Wytłumaczył się z braku certyfikatu, członkowie spółdzielni ocenili jego „ekologiczność”. Już to, że można zamówić produkty od takiego dostawcy daje pewność, że warto. Ale jeśli zauważycie, że coś nie gra – koniecznie dajcie znać odpowiedzialnym za zamówienie. Może to jakaś drobna wpadka, ale jeśli nie, to… cóż, kooperatywa pożegna się ze swoim dostawcą. Szkoda, ale jeśli chodzi o uczciwość, to nie ma kompromisów.

Komentarze